W końcu po 1,5 rocznej przerwie wróciłam do startów w 2021 roku.
Pierwszy start odbył się w maju, triathlon na dystansie 1/4 IronMana. Pogoda wtedy nas wychłodziła (można poczytać o tym w innym artykule).
Starty ogólnie robiłam z „doskoku”.
Z wyjazdów zagranicznych udało się tylko (albo i aż) polecieć na dwa tygodnie na Majorkę. Tam jeździłam na szosie ;-). Było to dobre naładowanie „baterii”. Ponadto wyjazdy w kraju, ale zdecydowanie mniej, niż w zeszłym roku (gdzie średnio wybywałam raz w miesiącu na tydzień).
Po powrocie w maju pierwszy start o którym mowa wyżej. Kolejny start dopiero w sierpniu – Uphill na Szrenicę który jest zdecydowanie trudniejszy niż Śnieżka , wygrywając w swojej kategorii wiekowej.
Kolejny start to cel roczny – Crosstriathlon w Niemczech (Mistrzostwa Europy), gdzie udało się wywalczyć kwalifikację na Mistrzostwa Świata na Hawajach (o czym marzyłam ostatnie lata. Teraz trzeba nauczyć się jeszcze pływać w falach ;-).
Kolejny start to kolejny Uphill Na Śnieżkę – na mecie wspaniały doping znajomych osób, które specjalnie wstały o rano , by wejść na Śnieżkę.
I kolejne starty to duathlony – jeden w Czerwonaku i ostatni w Żarnowcu. Na obu również doping na mecie ;-).
Przez rok przejechałem prawie 6000 kilometrów na rowerze, przebiegłam prawie 800 km i przepłynęłam 120 kilometrów.
6 startów, każdy zakończony „pudłem”.
Jestem wdzięczna za każdy start mimo, że nie było ich wiele, za każdy wyjazd, za zdrowie które dopisywało, za dobrych ludzi dookoła mnie.
Teraz trzeba pomysleć gdzie i kiedy uczyć się pływania w falach, popracować nad formą i techniką oraz może pomyśleć o trenerze? I tęsknię za tymi wyjazdami, słońcem…