W sobotę 14 marca rano wystartowałam w ergoduathlonie po raz pierwszy. Były to również moje pierwsze tegoroczne zawody. Wcześniej byłam na kilku zajęciach na ergometrze. Dystans liczył 3 km biegu + 3 km na ergometrze i ostatnie również 3 km biegu. Bieg odbywał się na asfalcie na Wartostradzie, ergometry mieliśmy na piachu. Całe szczęście pogoda dopisała, choć nie wiedziałam, jak się ubrać, bo sprzęty stały w cieniu. Pierwszy raz startowałam w nowych butach (taki mix na teren/asfalt). Wystartowałam tak, że zastanawiałam się, czy nie przeginam i nie za szybko… Po 3 km widziałam, że miałam sporą przewagę – około 1,5 minuty. Gdy wiosłowaliśmy, przy mnie była jedna pani (trenerka), która dopingowała i „pilnowała”. Zauważyłam, że stali trenerzy przy pierwszych zawodnikach. Co zauważyłam: jednak złą technikę obrałam, dopiero się zorientowałam pod koniec, kiedy szybciej leciały metry. No, ale cóż… jechałam po prostu na kadencji ;-). Ostatnie metry wiosłowania doradzili, aby zwolnić, bo – mówili – się nie pobiegnie. Wybiegając na drugi bieg po wiosłowaniu, wzięłam kubek z wodą i widziałam, że konkurentka też już wybiega (nieźle nadrobiła). Jednak do mety dotarłam z wygraną. Okazało się, że konkurentka to wioślarka z Warszawy. Wśrod kobiet zajęłam 1. miejsce, ogólnie jak na moje bieganie – ładnie całkiem pobiegłam.
Wieczorem tego samego dnia poleciałam do Hiszpanii na urlop ;). Atmosfera na zawodach dopisała, nie spodziewałam się takiego dopingu, pogoda również.
