Triathlon IT

Jeśli chodzi o ten start długo nie wiedziałam czy wystartuję.. najpierw się zarejestrowałam bez wpłaty, a w międzyczasie ten nieszczęsny wypadek w domu z palcami…

skontaktowałam się wtedy z organizatorem, by wyjaśnić sprawę, i dogadałam się odnośnie opłaty startowej itd.
Po konsultacjach z ortopedą fizjorerapeutą oraz starcie na sprincie 7go maja, wiedziałam już, że wystartuje , ale ze względu na dalszy ból palcy (jednak bez ryzyka kontuzji) dalej nie wiedziałam jaki dystans..
Ból prawie minął , podjęłam decyzję dystansu dłuższego mimo, że dalej nie biegałam (poza tym sprintem. Także miałam 10 tygodniową przerwę (z  5,5 km na Cyprze;)
W międzyczasie znowu uderzyłam palcami w futrynę i nie było mi do śmiechu… ból na nowo, wystraszyłam się, całe szczęście to było ‚tylko” zbicie,  kilka dni smarowania maścią pomogło.
W związku z tym, że impreza pokrywała się ze startem w Sierakowie, w tym roku startowało mnie osób (wcześniej triathlony IT odbywały się w piątki i w czerwcu, a nie w maju).
Start o godzinie 12tej. Tym razem dość upalnie(rok temu wichura, a przed startem burza). Tradycyjnie 2 pętle podczas pływania. Przed startem poszłam do wody , nie wydawała sie tak ciepła jak „testowana” we wtorek przeze mnie woda w Strzeszynku. Chociaż w Powidzu podobno miała 17,5 stopnia, więc nie tak źle.
Skok był z pomostu. Mimo, że niewiele osób jednak odczuło się kilka uderzeń, kopnięć i przepłynięć po swoim ciele;). Pętla liczyła 750 m , zatem płynęliśmy 2, z wyjściem wody i ponownym skokiem do jeziora ;-).
Po wyjściu z wody byłam 13 open, a pierwsza z kobiet.
Trasa tym razem poza ubitym duktem (na którym wytrzęsło) , asfaltem miała również sporo piasków, na których trzeba było utrzymać równowagę, bo opony „tańczyły” (ja akurat wzięłam z mocno „wyjechanym” bieżnikiem, nie myśląc o tym, że będą piaski 😉
Na pierwszej pętli na ostatnim zakręcie (dość ostrym ) zaliczyłam upadek i tak mam pierwszy szlif sezonu :).
Później byłam bardziej ostrożna. Tym razem nie udawało mi się „siadać” na kole jak i nikogo wieźć (2-krotnie przez niewielki odcinek dosłownie chwilę „siedziałam na kole”. Mała liczba zawodników jak i fakt, że albo mocniejsi (dużo bardziej) wyszli po mnie z wody i „nadrabiali” bądź słabsi pozostawali w tyle.
Mocny doping był od pewnego Pana , który na ostatniej pętli częstował „żubrem”  😉 Ponadto jednej kobiety, która zdzierała sobie gardło. Pojechałam o jakieś 2 minuty gorzej jak przed rokiem (wtedy wiało!) i odczuwałam na swoim organiźmie , że jednak to nie ta sama forma co kiedyś ;-).
Bieg to dla mnie wielka niewiadoma. Obawiałam się tych 10 kilometrów. W końcu 10 tygodni bez biegania (poza tym krótkim startem na Cyprze oraz przebieżką 2-3km na Cyprze przed startem). no, ale w końcu trochę „wybiegane” mam w nogach przez start w IronManie.

Bałam się bardziej co będzie w trakcie startu jak i po biegu. Ponownie wzięłam już strasznie zużyte buty trailowe, jako, że lepiej amortyzują..

 

Bieg również zajął mi dłuższy czas, niż przed rokiem, jednak myślę, że jak na pokontuzyjne bieganie było przyzwoicie. Starałam się po prostu nie zatrzymywać, a biec.

Na metę wbiegłam z czasem 2:53 (3ci raz startując tutaj i czas 2h 53m jedynie różnica sekund) jako 1 kobieta na mecie.
Każdy z zawodników otrzymał medal na mecie w …pudełku

Poza tym po przekroczeniu linii finiszu zaraz odezwały się do mnie pewne osoby, jednak ludzie mnie kojarzą , pamiętają z zeszłego roku (wolontariusze, zawodnicy, zawodniczki).Przed startem również rozmawiałam ze zwyciężczynią dystansu krótszego.

Organizacja na medal,  żadnych „wtop” itd.

Ja powoli wracam do formy 😉