O mnie

Umysł ścisły, analityczny! Nie lubiłam pisać wypracowań, uczyć się historii, także z góry przepraszam za błędnie stylistyczne zdania oraz chaotyczne myśli ;-).

Zawsze ciągnęło mnie do sportu.

W liceum trenowałam karate. Po liceum „startowałam” na AWF, jednak tam się nie dostałam i… wyszło mi to na dobre kończąc Politechnikę Poznańską.

Właśnie tam odkryłam „inny” wymiar rowera. Uprawiam sport kiedy chcę, z kim chce, gdzie chcę i jaki chcę.

W trakcie studiów kupiłam rower nie z „marketu”. W wyborze pomógł kolega z roku – Maciej. To on również namówił mnie na pierwszy – ogórkowy wyścig organizowany przez AZS UAM z okazji Dnia Sportu. Wtedy kask nie był wymagany ;-). Zajęłam tam 10 miejsce.

Po tym wyścigu z koleżanką z roku zapisałyśmy się do uczelnianej sekcji AZSu. Koledzy z sekcji radzili jeździć co drugi dzień 40km, przed naszym pierwszym maratonem). Wydawało nam się to czymś nieosiągalnym ( a dzisiaj jest to „pryszcz”)

Mój pierwszy maraton rowerowy był organizowany w Poznaniu (cykl Eska Bikemaraton). Start na dystansie Mega , liczącym ok. 63km.

Pamiętam ten dzień do dzisiaj. Było ciepło, sucho, tłum zawodników na starcie. W trakcie jazdy kurzyło się mocno, słyszałam przez pierwsze kilometry wciąż „lewa, prawa” osoby, które mnie wyprzedzały. Na metę dotarłam szybciej niż przewidywałam , zmęczona, ale szczęśliwa. Tak mi się spodobało, że zapragnęłam kolejnych startów.

W 2010 zmieniłam barwy teamu na Northtec Bike Team, gdzie jestem zawodniczką do dzisiaj.

Ostatnie lata jeździłam na zawodach dosyć znudzona, dziwiąc się jak inne dziewczyny (zwłaszcza te jeżdżące wiele lat) mają „napinę”, i by się „pozabijały” o pucharek.

Potrzebowałam nowych wyzwań.

Triathlon chodził mi po głowie jakiś czas temu. W końcu postanowiłam wystartować, jednak bardziej myślałam o terenowym, ale z nimi „bieda”. Zapisałam się na ¼ IM w Sierakowie w czerwcu 2013 i to był mój (jak uważam) udany debiut. Całkiem ładnie popłynęłam, rower może bez szału(jechałam na crossowym, który dużo nie chciał wyciągnąć), a bieg jak na mnie całkiem nieźle (większość biegło się w terenie).

W 2014 roku w Sierakowie start na dystansie 1/2 Ironmana i inne różne starty (duathlony, cross triathlony, MTB).

2016 rok to… zrobienie pełnego dystansu IronMan z czasem 12h 18minut! W końcu też próba sił na rajdzie przygodowym !:)

2017 rok to okres pechowy, bo dwa złamania, jedno na tydzień przed planowanym wyjazdem w Himalaje na MTB i to w domu w łazience (jednak podobno „nic nie dzieje się bez przyczyny”). Sezon zaczęłam triathlonem na Cyprze , gdzie udało mi się wygrać w kategorii wiekowej, jednocześnie być drugą kobietą na mecie (dystans sprint ze względu na brak treningów ;-)).

Po drodze kilka sukcesów w duathlonie, triathlonach, i kolejne złamanie podczas wybiegu z wody na zawodach, gdzie byłam jedną z faworytek… Sezon myślałam , że zakończony, ale pod koniec października po doleczeniu stopy wystartowałam w sztafecie duathlonowej,  gdzie jechałam tylko na rowerze, bo nie mogłam jeszcze biegać. Razem z koleżanką udało nam się wbić na „pudło”.

Także pomimo pechowych kontuzji , całkiem ładne wyniki udało mi się osiągnąć.

Sezon 2018 to były pewne plany startowe poza granicami naszego kraju, począwszy od lutego….wraz z eliminacjami, aby dostać się na MŚ amatorów … jednak pewna sytuacja(dalszy pech, jednak tym razem to nie kontuzja;)) eliminuje mnie z tych planów …

Chcę się skupić teraz głównie na startach w terenie -duathlony, triathlony, może „uphill race” jakiś na MTB