Zima na Cyprze

Pewnie niektórzy z Was zastanawiają się dlaczego wyjechałam na Cypr, na dłuższy okres, a niektórzy zastanawiali się czy tam zostaję na stałe;).

Zatem pora może nie tylko przedstawić siebie ze swej sportowej strony.

16go grudnia kupiłam bilety pod wpływem emocji..miałam dość wszystkiego, od paru miesięcy znajomi nie poznawali mnie. Nie byłam sobą. Brakowało mi tej energii, która zawsze miałam w sobie Postanowiłam wyjechać na dłużej, niż tydzień czy dwa jak to zazwyczaj wyjeżdża się na wakacje. Pierwszy raz totalnie sama…(może nie totalnie sama, bo z rowerem).  

Wyjechać, aby się zdystansować, nabrać ponownie radości, która została “zabita” przez inne osoby. Z dala od fałszu, kłamstwa, bycia nie w porządku. Od egoistów, którzy przedstawiają siebie przed innymi z dobrej strony, a mnie ze złej(nie mówiąc do końca prawdy).Manipulantów, od osób stale narzekających.Co gorsza, od bliskich osob…od wampirów energetycznych.

Nie brałam urlopu, nie jechałam na żadne zgrupowanie, jak to niektórzy myślą. Praca zdalna umożliwiła mi taki wyjazd – takie połączenie przyjemnego z pożytecznym. Przez ten czas miałam  jeden dzień wolnego, który rozdysponowałam na zwiedzanie jednego z miast na wyspie.

Dlaczego Cypr? Pod uwagę brałam cieplejsze kraje od naszego, aby korzystać z pogody i móc trenować. Wahałam się między Hiszpanią (Majorka, Wyspy Kanaryjskie), a Cyprem. Wybór padł na ostatnią opcję ze względów finansowych. Początkowo zarezerwowałam nocleg w Polis, niedaleko parku Akamas. Jednak był problem z dotarciem tam z lotniska z Larnaki i po konsultacjach z polakami mieszkającymi na Cyprze (odradzali małe miasto zimą) zaczęłam wyszukiwać kolejne noclegi. Pod uwagę wzięłam nocleg w Larnace, ale i też na jakiejś wiosce. Ostatecznie padło na miasto i był to dobry wybór , jak się później okazało. W sumie po jakimś czasie chciałam zmienić lot na Majorkę albo Kanary (szukając informacji, że tam lepsza pogoda i lepsze trasy na samotna jazdę…), jednak , stwierdziłam, że na Majorkę mogę polecieć jak ponownie będą loty z Poznania (na Majorce zresztą byłam co prawda bez rowera,a na Cyprze nie). Chociaż Polacy na Cyprze odradzali mi tam, jako, że zimą tam sporo pada… (jednak mi szczęście dopisało;)). Im bliżej wyjazdu, tym więcej obaw miałam, jak tam będę się czuła, czy to dobra decyzja itd. Stwierdziłam jednak, że zawsze można “przebookować” bilet i wrócić wcześniej ;-). Poza tym jeden z moich kolegów, mówił,że to będzie przygoda… i jak się później okazało była to jedna z kolejnych przygód w moim życiu … 😉

Pamiętam jak niektórzy mówili, że ja nie wytrzymam 2 miesiące w hotelu, ale prawdę mówiąc ta opcja okazała się lepsza, niż jakieś airnb, gdzie nie czułabym się swobodnie jednak spędzając sporą ilość czasu w pokoju, przygotowywując sobie posiłki itd. Zresztą chyba tak “bezpieczniej” spać w hoteli, gdzie jest więcej ludzi, gdyby “coś” się stało.

Przed świętami pożyczyłam od kolegi walizkę na rower. Na jej widok przeraziłam się… sama walizka waży 14kg, wygląda jaka taka mała “trumna”, sięga mi do ramion…Pakowanie to najmniej przyjemna część wyjazdu. Rozłożenie bagażu wagowo i objętościowo między walizkami okazało się wyczynem. Nie miałam już miejsca nawet na flaszkę czy cokolwiek typowo polskiego, aby zabrać.Jedna walizka 20kg, walizka z rowerem równe 32kg + oczywiście bagaż podręczny.

2go stycznia wieczorem dotarłam do hotelu w Larnace. Wyjeżdżając rano z Poznania było -10 stopni ;-). Pierwszego dnia poznałam już Polaków z którymi piliśmy różne trunki do rana… stwierdziłam,że będę mój naród unikać, bo w końcu nie przyjechałam tu “trenować” wątrobę i nie na wakacje, jak oni… Drugiego dnia koledzy od wódki pomogli poskładać mi rower (jednak później okazało się, że nie do końca prawidłowo ;)) i wybrałam się na małą przejażdżkę.Tak przerażona lewostronną jazdą (na Cyprze obowiązuje ruch lewostronny),  jazdą przez ronda wróciłam do hotelu. Zaczęłam wyszukiwać jakieś trasy rowerowe, ale “biednie” z tym było. Poszłam nawet do informacji turystycznej, dostałam jakieś mapki w języku niemieckim (tylko w takim im zostały), ale tam brak szlaków rowerowych. Wobec tego zaczęłam szukać w Internecie grup rowerowych i tak w kolejny weekend “trafiłam” na pierwszą jazdę z tubylcami. Wszyscy byli na szosach, ja wyróżniałam się moim rowerem MTB. Dzięki temu, że widzieli, że jestem dość mocna kolejnego dnia pojechałam w teren na zaproszenie jednej osoby. Cudowne widoki, świetna pogoda. (myśłałam, że na Cyprze będę dłużej spała, niż zwykle, ale wcale nie, oni bardzo wcześnie w weekendy zaczynają treningi, zazwyczaj około 7:30). Jako, że była to niedziela to odbywały się tam polowania, więc trzeba było uważać , aby nie zostać odstrzelonym 😉 (na Cyprze polują nielegalnie na ptaki, które poźniej jedzą). Jazda po wzgórzach, na luzie, bez spiny, oni jakoś tak rozsądniej do jazdy podchodzą, niż moi koledzy-kolarze (dało się zauważyć na zjazdach;). Po jeździe czas na piwo i jedzenie w barze w wiosce.

 

Przez kolejne dni na Cyprze, w dni robocze pracowałam, ale przed pracą 1-2 x w tygodniu pływałam w morzu (temperatura wody miała 17-18 stopni, choć na zewnątrz o 7:00 rano bywało i kilka ;-)). Do morza daleko nie miałam, także wystarczyło po treningu przejść przez ulicę do hotelu. Ponadto w inne dni po pracy trening biegowy lub rowerowy. W ciągu dwóch tygodni poznałam chyba więcej ludzi, niż w ciągu ostatniego roku ;-). Czasem miałam dość spędzania czasu wśród ludzi i zaszywałam się w pokoju,aby znaleźć czas dla siebie.

W hotelu od czasu do czasu poznawałam osoby z naszego kraju (choć w większości unikałam ;-)), było też tam sporo Rosjan.

Weekendy głównie spędzałam na rowerze. Nie nazwałabym tego treningiem, jako, że jazda ta wiązała się z postojami, piciem kawy (ja nie pijąca jej wcześniej zaczęłam tam ją pić!), lub też i piwa ;-). Za to można było zwiedzić miasta, wioski, itd. Spojrzenie na aktywność tam trochę też mi się zmieniło.

W kolejny weekend dojechaliśmy do Aya Napa. W tym czasie czasie podobno była drużyna Lecha Poznań na zgrupowaniu w tej miejscowości. Koledzy rowerowi przeciągnęli mnie naokoło, aby pokazać urocze miejsca, jak choćby Cape Greko. Tak wyszło nam 125 kilometrów.

Przez kolejny pobyt poznawałam kolejne osoby , tubylców trenujących kolarstwo, jak i osoby w hotelu (nasza narodowośc), trenując, zwiedzając,poznając kulturę itd.Z przykrością stwierdzając, że wielu polaków jednak wyrabia sobie o nas negatywne swoimi zachowaniami … Przez resztę pobytu zwiedziłam wiele wiosek, z miast: Limassol (jechałam tam busem, chociaż później dojechałam i rowerem; :-)), Paphos, stolicę Cypru – Nikozję, która podzielona jest na część grecką i turecką (aby dostać się na drugą stronę, należy posiadać paszport. Byłam również w wiosce Lefkara, leżącej na wysokości 800m.

Poza “normalnymi” treningami miałam również okazję spróbować trail running, gdzie… pomimo kilku kilometrów w terenie miałam niezłe zakwasy, a skupianie się na trasie i widoki w okolicach klasztoru Stavrovoni (wcześniej miałam okazję być tam wcześniej na rowerze) z innej perspektywy niż rower, uświadomiły mi też coś w mojej głowie … ;-).

W kolejne weekendy głównie wyjazdy rowerowe asfaltem (cypryjczycy jeździli na szosach, ja na swoim MTB), ale też udało mi się zrobić część jednego etapu z zawodów Sunshine Cup (czasami Maja Włoszczowska tam startowała, w tym roku inni polacy):

Gdybym wcześniej wiedziała o tej etapówce (odbywała się w ostatni weekend mojego pobytu), to bym lot przesunęła o kilka dni.

Na Cyprze w lutym sporo deszczu pada. Mi się udało, jako, że przez te 2 miesiące, może w ciągu 5 dni spadł deszcz (głównie na początku). Ocieplenie zaskoczyło samych cypriotów. Ostrzegali przed tym, że węże zaczynały się budzić 2 miesiące wcześniej. Niesamowite dla mnie było to, jak przyroda zaczęła budzić się do życia, totalna różnica między tym, co widziałam na początku, a pod koniec mojego pobytu (zielen, urosły rośliny itd.). Fantastyczne, że zimą mogłam poczuć wiosnę i lato, uniknąć śniegu, mrozu, “złapać” tyle słońca.

Przez ten czas udało mi się uczestniczyć również w “typowej greckiej” imprezie (grecka muzyka, grecki taniec). Szkoda tylko, że muzyka grała tak głośno, źe nie dało się swobodnie porozmawiać.

Dzięki uprzejmości cypryjczyków, mogłam spróbować domowej roboty wina – Koumandoria oraz mocniejszego trunku Zivanija, czy ptaka podczas jednego lunchu w domu…

Będąc w danym kraju, warto poznać mentalność tubylców i przyzwyczaić się do różnic. To, co mówi się o osobach z różnych krajów, radzę samemu osobiście “sprawdzić”. Część się zgadza, częśc nie. Tak samo jak i o naszym narodzie. Choć tutaj trzeba przyznać, że wiele osób przynosi wstyd… Cypryjczycy są bardzo przyjaźni, pomocni, sympatyczni, radośni. Potrafią cieszyć się z małych rzeczy ( po powrocie do Polski widziałam głównie przygnębione twarze i słuchałam wkoło narzekań). Wszyscy (poza wyjątkami) mówią po angielsku. Starsi, młodsi itd. To był dla mnie też plus tego wyjazdu, jako, że osoba mająca opory w mówieniu w tym języku, musiałam go używać na co dzień (w pracy przez ostatnie 5 lat używałam jedynie pisanego i czytanego).

W ciągu tych dwóch miesięcy miało dolecieć kilka osób znajomych. Skończyło się tylko na gadaniu, a nie działaniu. Ja jadąc tam sama, nie czułam się samotna. Obawy przed były spore, ale teraz widzę nowy sposób na życie ;-).

Na samym Cyprze brakowało mi naszego polskiego jedzenia (przytyłam tam 5,5kg , a po powrocie w ciągu tygodnia kolejne 3,5 kg stęstkniona za naszym jedzeniem), oraz imprez, które myślałam, że nadrobię po powrocie (jednak brak czasu ;))). Żałuję również, że nie udało mi się wystartować w jakichkolwiek zawodach.

Podróże kształcą, a te w pojedynkę jeszcze bardziej. I to prawda, że więcej ludzi można poznać jeźdżąc samemu. Wyjazd też był swoistą lekcją, jak postępować w pewnych sytuacjach, niełatwych czasem…Mam nadzieję, że pewne osoby może i wyniosły ode mnie jakąś lekcję?

Mimo, że pożegnania nie są przyjemnym momentem, tam uświadomiło mi to, jak pewne osoby się ze mną zżyły. Gdy zależało im, by coś przed wyjazdem mi powiedzieć osobiście, pożegnać się twarzą w twarz.15minutowe przytulenie do mnie, albo łzy w oczach uzmysłowiły mnie, że dla niektórych jednak nie byłam “typową turystką”( Larnaca to miasto turystyczne, więc normą jest “wyrywanie” kobiet na ulicy. Metody zdążyłam ich poznać, ale na mnie nie działają…Polecam taki wyjazd kobietom które są niedowartościowane  – mi już niedobrze się robiło od tej ilości komplementów:p) i niektórzy zechcieli poznać mnie jako osobę, a nie tylko widzieć “zgrabne ciało i piękne oczy”.

Sam powrót to był lekki stres, bo prawie nie zdążyłabym na samolot (mimo, że odpowiednio wcześniej przyjechałam na lotnisko). Była spora kolejka do bagażu specjalnego (z rowerem)  przez jakieś dwie grupy. Jedna z grup mnie wpuściła, druga nie chciała, ale poszłam do przewoźnika. W dodatku przez pewien czas był problem z maszyną do skanowania sprzętu. Jak już udało mi się nadać rower, to dalej ogromne kolejki, w security check itd. Całe szczęście dobrzy ludzie, których poprosiłam mnie wpuścili (tak minęłam około 60osób). Gdy już pakowałam do walizki laptopa i resztę po kontroli , w stresie widząc, napis, że bramka jest zamykana. Tak biegłam szybko korytarzem i udało się wejść jeszcze do samolotu. Jest nauczka na przyszłość 😉

A tak w ogóle można być szczęśliwym z trzema walizkami. Sporo rzeczy, które kupujemy są sporadycznie używane i noszone. Nie rozumiem kupowania też na pokaz wielu przedmiotów (chociażby samochodów na kredyt, które tak naprawdę są własnością banku).

Wróciłam znów szczęśliwa i zadowolona ze swego życia jak dawniej.

Łzy ktore napływały mi do oczu przez parę miesięcy,zamienilłam tam na uśmiech… z mnóstwem wspomnień, doznań, emocji, które tam przeżyłam. Coś, czego nikt mi nie odbierze.

Gdzieś kiedyś wyczytałam,że uzbierane przedmioty blokują miejsce do kreatywności, nowych pomysłów, realizacji własnych życzeń, wizji. Chyba coś w tym jest…w końcu sami jesteśmy reżyserami swojego życia…Ja wróciłam do kraju zaczynając nowy rozdział życia z czystą karta.

Dziękuję za to osobom, które tam się do tego przyczyniły. Dzięki którym uśmiech zaczął pojawiać się na mojej twarzy.

Dziękuję również Pawłowi, Maciejowi, za pomoc na miejscu przed wyjazdem.

Podziękowania również dla osób, które martwiły się o mnie, pytając czy wszystko w porządku, gdy z mojej strony była “cisza”. Wiem, że z wieloma osobami poznanymi na Cyprze, nigdy w życiu się nie zobaczę,a możliwe, że z nikim. Może jednak przylecę kiedyś ponownie (jednak jeśli już to w inny region, by zobaczyć inne miejsca), wtedy spotkam się z częścią poznaną.. Może następnym razem nie przylecę tylko z rowerem ?;-)

Ze statystyk sportowych (skoro to taki profil) w tym czasie przepłynęłam 25 kilometrów, przebiegłam 230 kilometry, przejechałam rowerem 1350 kilometry